Jeśli kiedykolwiek podróżowałeś samolotem albo jadłeś w zagranicznej restauracji, z pewnością widziałeś litery WC.
Większość osób kojarzy je z toaletą, ale mało kto zna ich historię.
Skrót WC pochodzi z XIX-wiecznej Anglii i oznaczał „Water Closet”, czyli małe pomieszczenie ze spłukiwaną ubikacją.
Dziś w języku angielskim tego zwrotu się nie używa, ale skrót przetrwał i stał się międzynarodowym znakiem.
W wielu krajach nadal zobaczysz go na drzwiach, szczególnie w Europie i Azji.
Samo słowo „łazienka” brzmi inaczej w zależności od miejsca.
W USA używa się restroom, w Kanadzie częściej toilet, na Filipinach popularny jest CR od comfort room, a w Wielkiej Brytanii zwykłe toilet nikogo nie dziwi.
Takie różnice potrafią wprowadzać podróżnych w zakłopotanie, dlatego znaki graficzne są tak ważne.
Najczęściej są to proste piktogramy – postać w spodniach oznacza mężczyznę, a w spódnicy kobietę.
Minimalistyczne rysunki mają jedną zaletę – każdy je zrozumie w ułamku sekundy.
Niektóre restauracje czy kawiarnie idą inną drogą i zastępują je obrazkami kapeluszy, wąsów czy kwiatów.
Takie pomysły bywają zabawne, ale też potrafią zmylić gości, którzy muszą zgadywać, które drzwi wybrać.
Różnice widoczne są także w napisach obok ikon.
W Europie i Azji najczęściej spotkasz WC, w Wielkiej Brytanii naturalne jest toilet, a w USA preferowane jest restroom, które brzmi bardziej elegancko.
Coraz częściej pojawiają się też toalety neutralne płciowo.
Ich oznaczenia rezygnują z klasycznych symboli i pokazują prosty znak toalety lub połączone ikony.
To efekt dążenia do większej otwartości i wygody dla wszystkich.
Następnym razem, gdy zobaczysz WC na lotnisku, będziesz wiedział, że jego historia sięga czasów wiktoriańskich.
A proste sylwetki na drzwiach to część uniwersalnego języka, który rozumie każdy podróżny.
Bo niezależnie od tego, czy powiesz toaleta, łazienka, restroom czy ubikacja, jedna rzecz się nie zmienia – takie miejsca są potrzebne każdemu.