W poniedziałkowy wieczór w jednym z mieszkań przy ulicy Bałtyckiej w Ustce doszło do dramatycznych wydarzeń, które wstrząsnęły lokalną społecznością i opinią publiczną w całej Polsce.
44-letni funkcjonariusz Służby Ochrony Państwa, przebywający z rodziną na urlopie u teściów, niespodziewanie zaatakował nożem najbliższych, doprowadzając do śmierci swojej czteroletniej córki.
Do zdarzenia doszło około godziny 21:30, a według relacji pokrzywdzonych wieczór przebiegał spokojnie i nic nie zapowiadało nadchodzącej tragedii.
W pewnym momencie mężczyzna wstał od stołu, udał się do kuchni, a po chwili wrócił z niebezpiecznym narzędziem, którym rozpoczął gwałtowny i brutalny atak.
Napastnik ranił żonę, teściów, czwórletnią córkę oraz syna, a intensywność ataku była tak duża, że obrażenia odniosły wszystkie osoby obecne w mieszkaniu.
Jak wynika z ustaleń śledczych, głównym celem agresji miała być żona, jednak chaos i nagłość zdarzeń sprawiły, że ucierpiała cała rodzina.
Po otrzymaniu zgłoszenia policjanci szybko dotarli na miejsce i po wejściu do mieszkania obezwładnili agresora, który wcześniej zranił również samego siebie.
Najtragiczniejszym skutkiem ataku była śmierć czteroletniej dziewczynki, której mimo długiej reanimacji nie udało się uratować.
Sekcja zwłok wykazała, że przyczyną zgonu dziecka były rany kłute klatki piersiowej.
Pozostałe ofiary to żona napastnika oraz jego teściowa, które nadal przebywają w szpitalu w Słupsku, a także teść, który po opatrzeniu ran został wypisany do domu, oraz syn, który doznał jedynie powierzchownych obrażeń.
Wszyscy dorośli poszkodowani trafili do placówek medycznych w Słupsku, Lęborku i Sławnie, gdzie udzielono im specjalistycznej pomocy.
Sprawcą ataku jest Piotr K., 44-letni major SOP, pirotechnik z 23-letnim stażem służby, wcześniej związany z Biurem Ochrony Rządu.
Mężczyzna brał udział w misjach zagranicznych w Iraku i Afganistanie, za co był wielokrotnie odznaczany, a ostatnie badania psychologiczne przeszedł w październiku 2025 roku, uzyskując dopuszczenie do dalszej służby.
Koledzy z jednostki oraz sąsiedzi opisywali go jako osobę spokojną, opanowaną i niewzbudzającą niepokoju.
Po tragedii Służba Ochrony Państwa natychmiast zawiesiła funkcjonariusza i rozpoczęła procedurę jego wydalenia ze służby.
Motywy działania sprawcy pozostają przedmiotem intensywnego śledztwa prowadzonego pod nadzorem prokuratury.
Komentarza w sprawie udzieliła Lucyna Kicińska, suicydolożka i ekspertka Polskiego Towarzystwa Suicydologicznego, wskazując na możliwość tzw. samobójstwa poagresyjnego.
Jak wyjaśniła, samobójstwo poagresyjne polega na tym, że osoba najpierw dopuszcza się aktu skrajnej przemocy wobec bliskich pod wpływem silnych emocji, takich jak złość, frustracja czy poczucie krzywdy.
Dopiero po dokonaniu tych czynów podejmowana jest próba samobójcza, często motywowana chęcią uniknięcia odpowiedzialności karnej lub nagłym uświadomieniem sobie konsekwencji własnych działań.
Ekspertka podkreśliła, że dostępne na ten moment informacje nie wskazują na klasyczne samobójstwo rozszerzone, lecz właśnie na mechanizm poagresyjny.
Tragedia w Ustce pozostawia po sobie ogromny ból, pytania bez prostych odpowiedzi i dramatyczne przypomnienie, jak nieprzewidywalne mogą być ludzkie zachowania nawet u osób postrzeganych jako stabilne i odpowiedzialne.
