W niedzielny wieczór w Hiszpanii doszło do tragedii, która w jednej chwili sparaliżowała cały kraj i postawiła na nogi służby ratunkowe.
W prowincji Kordoba, w Andaluzji, wykoleiły się dwa pociągi dużych prędkości, a pierwsze informacje od razu brzmiały jak najgorszy scenariusz, którego nikt nie chce usłyszeć podczas zwykłej podróży.
Do wypadku miało dojść w rejonie miejscowości Adamuz, gdzie na jednym z odcinków trasy doszło do zderzenia składu linii Iryo, jadącego z Malagi do Madrytu, z pociągiem AVE poruszającym się w przeciwnym kierunku.
Wstępne doniesienia wskazują, że skutki były dramatyczne, ponieważ co najmniej 39 osób nie żyje, a wiele kolejnych zostało rannych.
Na miejsce natychmiast skierowano liczne ekipy ratownicze, które od pierwszych minut musiały działać w warunkach ogromnego chaosu, krzyków oraz zniszczeń, które wyglądały jak po uderzeniu ogromnej siły.
Hiszpańskie media podają, że część pasażerów wciąż pozostaje zakleszczona w wagonach, co oznacza, że bilans może jeszcze się zmienić, a najbliższe godziny będą kluczowe dla ratowników.
Minister transportu Óscar Puente przekazał, że informacje napływające z miejsca zdarzenia są „bardzo poważne”, ale jednocześnie zaznaczył, że na tym etapie nie da się potwierdzić ostatecznej liczby ofiar.
Katastrofa od razu spowodowała wstrzymanie ruchu kolejowego na linii łączącej Madryt z Andaluzją, co przełożyło się na ogromne utrudnienia dla tysięcy osób, które utknęły w podróży lub nie mogły w ogóle wyruszyć.
W pobliżu miejsca wypadku utworzono szpital polowy, bo ratownicy musieli nie tylko wydobywać poszkodowanych, ale też udzielać pomocy na miejscu, zanim karetki i śmigłowce zabiorą rannych dalej.
W internecie szybko zaczęły pojawiać się nagrania, na których widać długie oczekiwanie na ewakuację i pasażerów stojących w ciemności, próbujących zrozumieć, co dokładnie się wydarzyło.
Świadkowie opisywali, że wszystko zaczęło się nagle, bez żadnego ostrzeżenia, a pierwszym sygnałem było gwałtowne hamowanie i mocne szarpnięcia, jakby pociąg wpadł w coś niewidocznego.
Jeden z pasażerów, 44-letni Santiago, cytowany przez „El Pais”, mówił, że poczuł gwałtowne hamowanie, a po chwili pociąg zaczął się kołysać i zatrzymał się w sposób, który od razu budził grozę.
Gdy wyszedł na zewnątrz, zobaczył ofiarę śmiertelną i próbował razem z innymi dostać się do pierwszego wagonu, jednak ten miał być niemal całkowicie zniszczony.
Inna pasażerka, 33-letnia kobieta cytowana przez „El Pais”, opowiadała, że nagle zaczęli czuć drgania, potem przyszły kolejne uderzenia, a walizki zaczęły spadać z półek, jakby pociąg tracił kontrolę nad ruchem.
Według jej relacji wszystko trwało aż do momentu zatrzymania, a gdy ludzie wyszli na zewnątrz, zobaczyli powyginane wagony i przewrócone elementy drugiego składu.
W jednym z pociągów podróżował także dziennikarz RTVE Salvador Jimenez, który mówił, że poczuł coś jak trzęsienie ziemi, a chwilę później skład wykoleił się i zaczął się dramatyczny moment ewakuacji.
Relacjonował, że wzywano lekarzy, rozbijano okna młotkami i starano się jak najszybciej wydostać ludzi z wagonów, zanim sytuacja stanie się jeszcze groźniejsza.
Kolejna z pasażerek, 32-letnia María Vidal, mówiła, że wszystko się trzęsło, potem pociąg gwałtownie zahamował, a światła zgasły, co tylko zwiększyło panikę wśród osób w środku.
Dodała, że początkowo kazano im nie ruszać się z miejsca, a dopiero po około czterdziestu minutach pozwolono wyjść, gdy na zewnątrz zaczęły podjeżdżać karetki i kolejne ekipy ratunkowe.
Wśród relacji pojawiały się też głosy osób, które mówiły o krzykach, wzywaniu lekarzy i momencie, w którym ludzie oraz bagaże dosłownie wypadali ze swoich miejsc, gdy pociąg nagle wytracał prędkość.
Jednym z pierwszych ludzi na miejscu tragedii miał być burmistrz Adamuz Rafael Moreno, który w rozmowie z radiem RNE określił to, co zobaczył, jako „koszmar”.
Mówił, że w całkowitej ciemności próbowali przedzierać się do składów, co było bardzo trudne, ale pomagali, jak tylko mogli, ewakuując zarówno rannych, jak i tych, którzy byli w cięższym stanie.
Na miejscu działała także straż pożarna, której przedstawiciele podkreślali, że dostęp do niektórych wagonów był skrajnie utrudniony, ponieważ były poskręcane i pełne metalowych elementów, które blokowały wejście.
Według informacji przekazywanych przez media siła uderzenia mogła być tak ogromna, że niektóre ofiary odnaleziono setki metrów od miejsca zderzenia, co pokazuje skalę zniszczeń.
W poniedziałek rano prezydent Andaluzji Juan Manuel Moreno Bonilla mówił o tym w radiu RNE, podkreślając, że ratownicy wciąż pracują i sytuacja pozostaje bardzo poważna.
Wśród rodzin i bliskich pasażerów pojawił się również dramat związany z brakiem kontaktu, bo część osób przez długie godziny nie mogła dowiedzieć się, co stało się z ich bliskimi.
Cytowany przez „El Pais” Ramón Montón przyznał, że nie udało mu się skontaktować z żoną, z którą rozmawiał zaledwie kilkanaście minut przed wypadkiem i która prawie spóźniła się na pociąg.
Największe pytania dotyczą jednak przyczyny całej katastrofy, bo na tym etapie nic nie zostało oficjalnie przesądzone.
Óscar Puente nazwał tę tragedię „ekstremalnie dziwną” i przyznał, że specjaliści kolejowi, z którymi konsultowano sprawę, są zaskoczeni tym, że do wypadku doszło na prostym odcinku torów.
Dodatkowo podkreślano, że ten fragment trasy miał być niedawno wyremontowany, a pociąg Iryo był stosunkowo nowy i miał niecałe cztery lata.
Według przekazów spółki skład miał przejść przegląd zaledwie cztery dni przed katastrofą, co jeszcze bardziej wzmacnia poczucie, że coś w tej historii nie pasuje do standardowego obrazu awarii.
Po tragedii odwołano ponad 200 połączeń między Madrytem a miastami Andaluzji, a pasażerowie przez wiele godzin musieli szukać alternatywnego transportu lub czekać na informacje o dalszych decyzjach.
Hiszpańskie media podkreślają, że był to największy wypadek kolejowy w Hiszpanii od ponad dekady, a skala tej tragedii będzie jeszcze długo analizowana zarówno pod względem technicznym, jak i organizacyjnym.