Mężczyzna z Japonii wygrał na loterii równowartość kilkunastu milionów złotych.
Swoją wygraną ukrył jednak przed żoną.
Przez wiele miesięcy korzystał z pieniędzy w sekrecie.
Ostatecznie opisał swoją historię z powodu wyrzutów sumienia, wywołując ogromną dyskusję w sieci.
Pan „S”, jak nazywają go media, to emerytowany pracownik dużej firmy przemysłowej z Tokio.
Wraz z żoną prowadził skromne życie, utrzymując się z dwóch emerytur na poziomie około 300 tys. jenów miesięcznie.
Mężczyzna codziennie odwiedzał kawiarnię, czytał gazety i przy okazji kupował losy na loterię.
Pewnego dnia odebrał telefon, który zmienił wszystko.
Dowiedział się, że jego los jest wygrany i musi zgłosić się do banku.
Tam usłyszał, że otrzyma główną nagrodę — 600 milionów jenów, czyli około 14 milionów złotych.
Jego pierwszą reakcją był ogromny szok.
Przyznał, że kwota wydawała mu się tak wielka, że aż się przestraszył.
Po chwili poczuł jednak ekscytację.
Mówił, że szanse na taką wygraną są mniejsze niż trafienie piorunem.
Dla niego był to moment życia, którego nigdy się nie spodziewał.
Mężczyzna postanowił nie mówić żonie o prawdziwej wysokości wygranej.
Twierdzi, że żona jest ekstremalnie oszczędna i bardzo kontroluje budżet.
Po ślubie miała mu zabronić picia piwa i pozwolić tylko na zakup starego samochodu.
Dlatego uznał, że „lepiej będzie”, jeśli zachowa swoje bogactwo dla siebie.
Żonie powiedział jedynie, że wygrał 5 milionów jenów, czyli około 110 tysięcy złotych.
Zapewnił, że przeznaczy tę kwotę na remont mieszkania.
Na co dzień żyli tak jak wcześniej, ale on prowadził drugie, ukryte życie.
W pół roku wydał równowartość ponad 400 tysięcy złotych na luksusowe hotele, sanatoria i drogie wycieczki.
Kupił także luksusowy samochód, który ukrywał w podziemnym garażu z dala od domu.
Do auta dojeżdżał komunikacją, by nie wzbudzać podejrzeń.
Po pewnym czasie przyszła jednak samotność.
Mężczyzna przyznał, że zaczął cierpieć, bo ukrywał wszystko przed żoną i dorosłymi dziećmi.
Doszedł do wniosku, że nie czuje dumy z pieniędzy, które przyszły do niego tak łatwo.
Gdyby sam na nie zapracował, odczuwałby to inaczej.
Nękany wyrzutami sumienia postanowił zadbać o rodzinę w inny sposób.
Zainwestował około 500 milionów jenów — czyli prawie 12 milionów złotych — w polisę ubezpieczeniową.
Jako beneficjentów wskazał żonę i dzieci.
W ten sposób chce zapewnić im spokojną i bezpieczną przyszłość.
Nie wiadomo, czy powiedział rodzinie prawdę o swoim bogactwie.
Media sugerują, że najprawdopodobniej nadal trzyma to w tajemnicy.
Historia wywołała szeroką dyskusję w japońskich mediach społecznościowych.
Część internautów mu współczuje, inni ostro go krytykują.
Jak napisał jeden z komentujących, nagle zdobyte bogactwo „częściej przynosi konflikt wartości niż szczęście”.