NEWSPOL

Nie żyje uwielbiany polski aktor. Ogromna strata [*]

Smutne wieści dotarły ze świata telewizji, ponieważ zmarł jeden z cenionych aktorów, który mimo późnego startu w branży na trwałe zapisał się w historii filmu i seriali, pozostawiając po sobie role, które do dziś wspominane są przez widzów na całym świecie.

Choć swoją przygodę z aktorstwem rozpoczął dopiero w wieku 65 lat, od razu zdobył serca publiczności i szybko udowodnił, że potrafi zachwycić naturalnością oraz charyzmą.

Debiutował w 1991 roku w serialu “Brooklyn Bridge”, a już wkrótce pojawił się także w filmie Woody’ego Allena “Tajemnica morderstwa na Manhattanie”, po czym w latach 90. występował w popularnych serialach takich jak “Alright Already” czy “Hudson Street”.

Dzięki swojemu talentowi nie musiał długo czekać na większe propozycje, a każda kolejna rola prowadziła go do coraz bardziej znaczących kreacji, co najlepiej pokazuje, że wiek nigdy nie jest przeszkodą w realizacji marzeń i zdobywaniu uznania.

Największy rozgłos przyniosła mu postać Hermana “Hesha” Rabkina w kultowym serialu “Rodzina Soprano”, gdzie zadebiutował już w pierwszym odcinku w 1999 roku i pozostawał w obsadzie aż do 2007 roku, wcielając się w doradcę i pożyczkodawcę powiązanego z Tonym Soprano.

Jerry Adler odszedł 23 sierpnia w wieku 96 lat, a w nekrologu przypomniano, że urodził się 4 lutego 1929 roku w Nowym Jorku.

Relacja jego bohatera z postacią graną przez Jamesa Gandolfiniego była jednym z najważniejszych elementów fabuły, a po jego śmierci w mediach społecznościowych pojawiło się wiele pełnych wzruszenia wspomnień.

Frank J. Reilly napisał wprost, że “wielki aktor i mój przyjaciel Jerry Adler odszedł dziś w wieku 96 lat”, dodając przy tym żartobliwie, że to imponujący wynik jak na kogoś, kto zaczął karierę dopiero w wieku 65 lat.

Słowa te dobrze oddają niezwykłość jego życiowej drogi i pokazują, jak ogromne wrażenie wywarł na świecie telewizji oraz jak silny ślad pozostawił w tej branży.

Po sukcesie w “Rodzinie Soprano” zyskał jeszcze jedną rozpoznawalną rolę, wcielając się w Howarda Lymana w dramacie prawniczym “Żona idealna”, gdzie początkowo miał pojawić się wyłącznie epizodycznie, lecz dzięki świetnej grze został w obsadzie na stałe.

W latach 2011-2016 wystąpił aż w 30 odcinkach, zdobywając sympatię widzów, a wieść o jego odejściu wspomniał między innymi producent wykonawczy Robert King, który przyznał, że początkowo Adler miał zagrać tylko w jednym odcinku, ale scena w restauracji, gdy krzyczał: “Powiedziałem lody, ty głupia s**o”, była tak udana, że powrócił do serialu na sześć lat, a później występował także w “Sprawie idealnej”.

To wspomnienie najlepiej pokazuje, jak wyjątkowym talentem dysponował Adler, skoro nawet z pobocznych epizodów potrafił stworzyć coś niezapomnianego, a jego dorobek na zawsze pozostanie częścią historii telewizji i na długo zostanie w pamięci fanów.

Exit mobile version