W centrum Sztumu zrobiło się nagle bardzo nerwowo.
Poniedziałek przed południem zaczął się spokojnie, ale sytuacja zmieniła się w kilka minut.
Nad miastem pojawił się gęsty, czarny dym, który było widać z daleka.
Płonął budynek Zakładu Ubezpieczeń Społecznych przy ulicy Mickiewicza.
Ogień miał się pojawić w górnej części obiektu, w rejonie dachu, i szybko się rozprzestrzeniał.
Na miejsce natychmiast wezwano straż pożarną.
Do akcji skierowano jedenaście zastępów, które zaczęły walkę z żywiołem.
Strażacy pracowali w trudnych warunkach, w gęstym dymie i wysokiej temperaturze.
Priorytet był jeden – jak najszybciej opanować pożar i zabezpieczyć teren.
Ruch w okolicy został sparaliżowany.
Droga krajowa numer 55 stała się częściowo nieprzejezdna, a kierowcy utknęli w korkach.
Wprowadzono ruch wahadłowy, a służby prosiły, by omijać ten rejon.
Na miejscu panował gwar syren, migających świateł i komend strażaków.
Nie wiadomo jeszcze, co było przyczyną pożaru.
Śledztwo w tej sprawie rozpocznie się dopiero po zakończeniu akcji gaśniczej i zabezpieczeniu obiektu.
Ratownicy skupiali się teraz przede wszystkim na tym, by ogień nie przeniósł się na kolejne części budynku.
W tej sytuacji najważniejsza była ewakuacja ludzi.
Osoby przebywające w środku zostały szybko wyprowadzone na zewnątrz.
Udało się ewakuować około osiemdziesięciu osób – pracowników i petentów.
Cała akcja przebiegła sprawnie i bez chaosu.
Na szczęście do tej pory nie ma informacji o osobach rannych.
Służby medyczne nie zgłaszają przypadków wymagających hospitalizacji.
Strażacy podkreślają jednak, że sytuacja wciąż się zmienia i może pojawić się więcej danych.
Mieszkańców prosi się, aby trzymali się z dala od miejsca zdarzenia.
Chodzi o bezpieczeństwo i o to, aby nie utrudniać pracy ratownikom.
Akcja gaśnicza trwa, a nad Sztumem wciąż unosi się zapach dymu i spalenizny.