NEWSPOL

Trump skrytykował kraje NATO, a potem przeszedł do Polski. Niebywałe słowa o Nawrockim

zost

Amerykański prezydent ponownie wrócił do tematu wyborów prezydenckich w Polsce.

Podczas spotkania z sekretarzem generalnym NATO przekonywał, że jego poparcie miało znaczenie dla zwycięstwa Karola Nawrockiego.

Jednocześnie bardzo ostro ocenił część europejskich sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Na ich tle Polska została przedstawiona jako przykład państwa lojalnego wobec Waszyngtonu.

Wypowiedzi padły w Gabinecie Owalnym i szybko przyciągnęły uwagę komentatorów.

Donald Trump spotkał się z Markiem Rutte, sekretarzem generalnym NATO.

Rozmowa dotyczyła między innymi relacji Stanów Zjednoczonych z europejskimi członkami Sojuszu.

Prezydent USA nie ukrywał, że jest rozczarowany postawą części państw Europy.

Szczególnie ostro mówił o ich zachowaniu w czasie ostatnich napięć na Bliskim Wschodzie i wojny z Iranem.

Według Trumpa niektórzy sojusznicy nie okazali Stanom Zjednoczonym wystarczającej lojalności.

Wymienił przy tym kilka krajów.

Mówił, że był rozczarowany Wielką Brytanią.

Wspomniał również o Niemczech i Francji.

Najostrzej wypowiedział się jednak o Hiszpanii.

Określił jej postawę jako „horror”.

Trump podkreślał, że Stany Zjednoczone od lat utrzymują w Europie tysiące żołnierzy.

Według niego Waszyngton ma prawo oczekiwać od partnerów większego zaangażowania i lojalności.

Amerykański prezydent stwierdził, że USA zawsze walczą za swoich sojuszników.

Przypomniał, że w samych Niemczech stacjonuje około 50 tysięcy amerykańskich żołnierzy.

W charakterystycznym dla siebie stylu mówił, że Ameryka nie oczekuje wiele.

Jak stwierdził, chce tylko lojalności.

Do tej części wypowiedzi odniósł się również Mark Rutte.

Sekretarz generalny NATO przyznał, że Stany Zjednoczone oczekują od Europejczyków większej odpowiedzialności za własne bezpieczeństwo.

Podkreślił, że Waszyngton musi zajmować się także konfliktami w innych częściach świata.

W jego ocenie siły USA nie mogą być nadmiernie przeciążone.

Rutte zaznaczył jednak, że europejscy członkowie Sojuszu przejmują coraz więcej obowiązków.

Zapewnił także, że jest przekonany, iż w razie zagrożenia Stany Zjednoczone nadal będą wspierały swoich europejskich sojuszników.

W trakcie rozmowy z dziennikarzami Trump przeszedł do tematu Polski.

Wskazał ją jako pozytywny przykład na tle części europejskich państw.

Podkreślił, że uważa Polskę za jednego z najbardziej lojalnych sojuszników Stanów Zjednoczonych.

Następnie przypomniał swoją rolę w kampanii prezydenckiej Karola Nawrockiego.

Trump przekonywał, że publicznie poparł Nawrockiego, gdy ten miał niewielkie szanse na zwycięstwo.

Według jego relacji kandydat, którego wsparł, był bardzo daleko w politycznym wyścigu.

Amerykański prezydent stwierdził, że Nawrocki był „numerem 10”.

Dodał, że po jego poparciu awansował na pierwsze miejsce.

Trump ocenił, że był to jeden z największych politycznych zwrotów w Europie od wielu lat.

Stwierdził, że mówi się o największej sensacji od 50 lat w ważnych wyborach europejskich.

Amerykański prezydent dodał również, że Karol Nawrocki będzie świetnym prezydentem dla Polski.

Te słowa ponownie pokazują, jak mocno Trump chce podkreślać swoje znaczenie w polskiej kampanii.

W jego narracji poparcie udzielone Nawrockiemu miało być jednym z czynników przesądzających o zwycięstwie.

Wypowiedź zwróciła uwagę także z innego powodu.

Trump powiedział, że w ogóle nie lubił człowieka, który był prezydentem.

Nie sprecyzował jednak, kogo dokładnie miał na myśli.

To wywołało zdziwienie, ponieważ w czasie prezydentury Andrzeja Dudy relacje obu polityków były powszechnie oceniane jako bardzo dobre.

Donald Trump wielokrotnie spotykał się z polskim prezydentem.

Współpraca Warszawy i Waszyngtonu była wtedy przedstawiana jako bliska i strategiczna.

Nie jest więc jasne, czy Trump rzeczywiście odnosił się do Andrzeja Dudy.

Możliwe, że użył nieprecyzyjnego sformułowania albo pomylił wątek.

Wypowiedź natychmiast stała się jednak tematem komentarzy.

Politycy i obserwatorzy zaczęli zastanawiać się, co dokładnie miał na myśli amerykański prezydent.

Spotkanie z Markiem Rutte było również okazją do rozmowy o przyszłości NATO.

Trump mówił o oczekiwaniach wobec europejskich państw Sojuszu.

W tle pojawił się również temat Turcji.

Amerykański prezydent pochwalił Recepa Tayyipa Erdogana.

Poinformował też, że zamierza wziąć udział w przyszłorocznym szczycie NATO organizowanym w Turcji.

Jak relacjonował, decyzję podjął po osobistej rozmowie z tureckim przywódcą.

Trump mówił, że Erdogan prosił go o obecność Stanów Zjednoczonych na tym wydarzeniu.

Dodał, że pojedzie z szacunku do prezydenta Turcji.

Te słowa były kolejnym sygnałem, że relacje amerykańsko-tureckie pozostają ważnym elementem układu sił w NATO.

Dla Sojuszu Północnoatlantyckiego wypowiedzi Trumpa mają duże znaczenie.

Z jednej strony potwierdza on gotowość do udziału w najważniejszych wydarzeniach NATO.

Z drugiej strony stale przypomina Europejczykom, że oczekuje od nich większej lojalności i większych wydatków na bezpieczeństwo.

Polska w tej narracji pojawia się jako kraj, który spełnia amerykańskie oczekiwania lepiej niż część zachodnich sojuszników.

To ważne dla władz w Warszawie, zwłaszcza w kontekście rozmów o obecności wojsk USA w Polsce.

Trump od dawna podkreśla znaczenie państw, które zwiększają nakłady na obronność i jasno wspierają amerykańską politykę.

W tym sensie Polska pozostaje dla niego wygodnym przykładem.

Jeszcze tego samego dnia Donald Trump uczestniczył również w ceremonii inaugurującej obchody 250. rocznicy niepodległości Stanów Zjednoczonych.

W przemówieniu przekonywał, że jego administracja doprowadziła do odzyskania przez Amerykę suwerenności.

Mówił także o rozpoczęciu nowego etapu rozwoju kraju.

Wystąpienie wpisywało się w szerszy przekaz Trumpa o sile Stanów Zjednoczonych i konieczności podporządkowania polityki zagranicznej interesom Ameryki.

Tego samego dnia widać więc było dwa główne elementy jego narracji.

Pierwszym była krytyka sojuszników, którzy zdaniem prezydenta USA nie okazują wystarczającej lojalności.

Drugim było podkreślanie znaczenia tych państw, które według niego są po stronie Waszyngtonu bez wahania.

W tej drugiej grupie Trump umieścił Polskę.

Przy okazji ponownie przypisał sobie istotny wpływ na zwycięstwo Karola Nawrockiego.

Jego słowa z pewnością będą szeroko komentowane w Warszawie.

Dla obozu prezydenckiego mogą być dowodem na wyjątkowo dobre relacje z administracją USA.

Dla krytyków mogą natomiast stać się kolejnym przykładem bardzo osobistego i nieprzewidywalnego stylu prowadzenia polityki przez Trumpa.

Niezależnie od ocen, amerykański prezydent ponownie pokazał, że Polska zajmuje ważne miejsce w jego opowieści o lojalnych sojusznikach Stanów Zjednoczonych.

Exit mobile version