Dramatyczne doniesienia z południa kraju pokazują, jak poważnie pogorszyła się sytuacja po nagłym nadejściu zimy.
Mieszkańcy wielu miejscowości mierzą się z zasypanymi ulicami, a krajobraz w niektórych rejonach zmienił się dosłownie w jedną noc.
Z godziny na godzinę zaczęły pojawiać się kolejne zgłoszenia o utrudnieniach, które przestały już mieścić się w granicach zwykłych zimowych problemów.
Najtrudniejsza sytuacja panuje na Podkarpaciu, Lubelszczyźnie i w Małopolsce, gdzie spadło najwięcej ciężkiego, mokrego śniegu.
Opady okazały się tak intensywne, że wiele miejscowości zostało odciętych, a komunikacja stanęła w miejscu.
IMGW wydało ostrzeżenia pierwszego i drugiego stopnia, a w części powiatów pojawiły się także alerty Rządowego Centrum Bezpieczeństwa.
Mieszkańcy otrzymali komunikaty o możliwych przerwach w dostawach prądu, utrudnieniach na drogach i problemach z infrastrukturą.
To właśnie te zapowiedzi okazały się później najbliższe rzeczywistości, bo etap prognoz szybko zamienił się w twarde fakty.
Na południu kraju strażacy interweniowali niemal półtora tysiąca razy, głównie w związku z powalonymi drzewami i uszkodzonymi liniami energetycznymi.
Największe obciążenie spadło na Podkarpacie, gdzie odnotowano aż 1261 wezwań w ciągu krótkiego czasu.
W Małopolsce było to niemal trzysta interwencji, a na Lubelszczyźnie kilkadziesiąt kolejnych, co pokazuje skalę chaosu wywołanego przez jedną noc opadów.
W wielu miejscach krajowe i lokalne drogi stały się nieprzejezdne, a kierowcy utknęli w korkach, które nie malały mimo pracy służb.
To właśnie stan dróg okazał się jednym z największych problemów, bo śnieg padał intensywnie przez wiele godzin i utrudniał jakiekolwiek działania.
W wielu domach zgasło światło, a część mieszkańców nadal czeka na ponowne uruchomienie zasilania.
Strażacy usuwali konary, które łamały się pod ciężarem mokrego śniegu i niszczyły linie energetyczne lub spadały na budynki i samochody.
Rzecznik Państwowej Straży Pożarnej podkreślił, że na szczęście nikt nie odniósł obrażeń, choć liczba uszkodzeń jest ogromna.
Tylko w ciągu 12 godzin na Podkarpaciu zgłoszono prawie osiemset nowych zdarzeń, co świadczy o dynamice sytuacji.
Dyżurni służb mówią wprost, że naprawiają awarie bez przerwy, ale kolejne pojawiają się z taką samą szybkością, z jaką łamią się kolejne gałęzie.
Ciężki śnieg wciąż zalega na liniach energetycznych, co przy każdym podmuchu wiatru może powodować następne zerwania.
Sytuacja jest nadal rozwijająca się i wiele wskazuje na to, że skutki nagłego uderzenia zimy będą usuwane jeszcze przez długi czas.