NEWSPOL

W środku nocy doszło do katastrofy. Zatonął prom pasażerski. Mnóstwo ofiar

Na południu Filipin doszło do dramatycznego wypadku na morzu, który wstrząsnął lokalnymi społecznościami i postawił na nogi wszystkie służby ratunkowe.

Z oficjalnych informacji wynika, że w rejonie działań panuje ogromne napięcie, a sytuacja zmienia się z godziny na godzinę.

Ratownicy prowadzą szeroko zakrojoną akcję poszukiwawczą, bo wciąż nie wiadomo, co stało się ze wszystkimi osobami, które były na pokładzie.

Do tragedii doszło w poniedziałek krótko przed godziną drugą w nocy, u wybrzeży wyspy Baluk-Baluk.

Pasażerska jednostka MV Trisha Kerstin 3 płynęła z portowego miasta Zamboanga na wyspę Jolo, gdy nagle zaczęła tonąć.

Statek znajdował się około pięciu kilometrów od lądu, gdy sytuacja wymknęła się spod kontroli.

Na pokładzie było łącznie 359 osób, w tym 332 pasażerów i 27 członków załogi.

Wszystko działo się w ciemnościach, a nocne warunki tylko pogłębiały chaos i strach.

Pierwsze sygnały wskazują, że mogło dojść do nagłego problemu technicznego, który szybko doprowadził do najgorszego scenariusza.

Ludzie musieli walczyć o życie w wodzie, często bez pewności, czy pomoc nadejdzie na czas.

Służby ratunkowe potwierdziły śmierć co najmniej 15 osób, a te informacje wciąż mogą się zmienić.

Los kolejnych 28 pasażerów pozostaje nieznany, dlatego są oni uznawani za zaginionych.

Mimo dramatycznych okoliczności udało się uratować 316 osób, co ratownicy nazywają efektem błyskawicznej mobilizacji.

W akcję zaangażowała się straż przybrzeżna, wojsko, a także okoliczni rybacy, którzy jako pierwsi ruszyli na pomoc.

W rejonie tragedii operują liczne jednostki pływające, a wsparcie z powietrza ma pomóc w przeszukiwaniu akwenu.

W pobliskich portach służby medyczne pracują w pełnej gotowości, bo część ocalałych jest w bardzo złym stanie.

Wielu pasażerów było skrajnie wyczerpanych i wychłodzonych po długim przebywaniu w wodzie.

Niektórzy odnieśli też obrażenia podczas ewakuacji, gdy w panice próbowali wydostać się z tonącej jednostki.

Wstępne ustalenia straży przybrzeżnej wskazują na poważne problemy techniczne promu, choć śledztwo dopiero się rozpędza.

W tamtym regionie transport morski często bywa ryzykowny, bo statki bywają przeciążone, a ich stan techniczny budzi wątpliwości.

Filipiny jako kraj tysięcy wysp regularnie mierzą się z podobnymi tragediami, szczególnie podczas nagłych zmian pogody.

Ta katastrofa ponownie uruchomiła dyskusję o bezpieczeństwie żeglugi i o tym, jak łatwo może dojść do dramatu na trasach między wyspami.

W porcie Isabela na Mindanao panuje atmosfera wielkiego napięcia, bo tam trafiają ocalali pasażerowie.

Na miejscu otrzymują pierwszą pomoc oraz wsparcie psychologiczne, bo wiele osób jest w silnym szoku.

W mediach społecznościowych pojawiły się nagrania, na których widać wycieńczonych ludzi owiniętych w koce termiczne.

Część z nich była wynoszona na brzeg przez ratowników, ponieważ nie mieli już siły samodzielnie chodzić.

Lokalne władze podkreślają, że najważniejsze jest teraz odnalezienie zaginionych i ustalenie pełnego bilansu tragedii.

Dowódca straży przybrzeżnej Romel Dua zapowiedział wszczęcie kompleksowego śledztwa, które ma wyjaśnić, dlaczego prom zatonął tak blisko brzegu.

Dla wielu rodzin to jednak żadna ulga, bo ta noc już teraz zostawiła po sobie ból, żałobę i pytania, na które nie ma łatwych odpowiedzi.

Exit mobile version