Auto wjechało w grupę nastolatków! Niestety stało się najgorsze
We wtorkowy wieczór w miejscowości Łebieńska Huta na Pomorzu doszło do tragicznego wypadku, który wstrząsnął całą okolicą.
Około godziny 19:30 samochód osobowy z ogromną prędkością wjechał w grupę czterech nastolatków.
Trzej z nich jechali na rowerach, a jeden szedł pieszo.
Siła uderzenia była tak potężna, że chłopcy zostali rozrzuceni wzdłuż drogi na kilkadziesiąt metrów.
Jeden z nastolatków zginął na miejscu.
Pozostali trzej zostali ciężko ranni i błyskawicznie przewiezieni do szpitali.
Na miejscu natychmiast pojawiły się wszystkie służby – policja, straż pożarna, karetki pogotowia oraz śmigłowiec LPR.
Ratownicy walczyli o życie poszkodowanych, prowadząc akcję w trudnych warunkach.
Droga była zablokowana, a teren oświetlano reflektorami samochodów ratunkowych.
Śmigłowiec Lotniczego Pogotowia Ratunkowego zabrał do szpitala chłopca z najcięższymi obrażeniami.
Jego stan lekarze określili jako krytyczny – konieczna była amputacja nogi.
Dwaj pozostali nastolatkowie trafili do szpitala karetkami.
Obaj mieli poważne obrażenia głowy i kończyn, ale ich życie udało się uratować.
Największe oburzenie budzi zachowanie kierowcy, który po potrąceniu chłopców uciekł z miejsca wypadku.
Nie próbował pomóc, nie zadzwonił po służby, po prostu odjechał, zostawiając rannych na drodze.
Policja natychmiast rozpoczęła szeroko zakrojone poszukiwania sprawcy.
Na miejscu tragedii technicy kryminalni zabezpieczyli ślady opon, fragmenty karoserii i elementy oświetlenia pojazdu.
Trwa ustalanie, kto siedział za kierownicą feralnego auta i dokąd uciekł po zdarzeniu.
Śledczy sprawdzają także monitoring z okolicznych miejscowości, licząc, że nagrania pomogą ustalić tożsamość kierowcy.
Policja zapowiada, że wobec sprawcy zostaną wyciągnięte najsurowsze konsekwencje.
Grozi mu kara wieloletniego więzienia za spowodowanie śmiertelnego wypadku i ucieczkę bez udzielenia pomocy ofiarom.
Mieszkańcy Łebieńskiej Huty są wstrząśnięci tragedią.
Mówią, że chłopcy byli dobrze znani w okolicy, często jeździli razem rowerami po pobliskiej drodze.
W miejscu wypadku pojawiły się już znicze i kwiaty – symbol żałoby i gniewu wobec kierowcy, który odebrał dziecku życie i uciekł.