Dlaczego niektórzy ludzie gromadzą ich za dużo, według psychologa

zbieractwo

Signature: Mx11ZL1Z6OhNQcGJiMkZbHxKdhNcueCwWHF5FzKBuCAIFhZA880lLRvs7vPkhrSdsKc+Rm1S/mPT8LW0VFZ3Md32lNj1iXSZwqURHqURDynP1xn0pLB/sXIxL2SSECtEd6PLLP5Mk+p9N/NyRu9yTRzqHb4jMmlWmDb2kus+1CZ+xn86UvTKKWfDFCrxdqd1LdIBb7bJWiIiUdoLHauO4VXVkmMqgcvdh54LtXaCm1riazACnC2z+OYzJhaczEB9COYMfmkXXO8yp1tvQFm5Vs29B4MM+vnms4wKFJ6c4PfERhser+f8DqFio7O5lB9iKeg8AQGROzBGkLTjGbfUlW7waV/cGC+eFwt6pOZOTf0qVbEv5h2b8Rpn5/9Rm8ugle10ogFF+5Kym4j1V0pwXKFfJsZ2N1uGgvy6XBklA1fT9wOcwCvFTIbGdM/U1/Vx

Gromadzenie rzeczy i trudność z ich wyrzucaniem nie zawsze wynikają z bałaganiarstwa.

Wiele osób patrzy na przepełnione szafy, szuflady i półki i od razu myśli o braku organizacji.

Łatwo wtedy powiedzieć, że ktoś powinien po prostu posprzątać, wyrzucić stare przedmioty i zrobić porządek.

W rzeczywistości sprawa bywa znacznie bardziej złożona.

Za trzymaniem rzeczy przez lata często kryje się mechanizm psychologiczny, który ma więcej wspólnego z emocjami niż z samym sprzątaniem.

Przedmioty w domu nie są dla nas tylko rzeczami.

Niektóre mają wartość praktyczną.

Inne przypominają o ważnych ludziach, wydarzeniach, dawnych etapach życia albo chwilach, których nie chcemy stracić.

Stara kartka, ubranie, kubek, książka, zabawka dziecka czy prezent sprzed wielu lat mogą dla kogoś być czymś więcej niż zwykłym przedmiotem.

Mogą stać się fragmentem osobistej historii.

Dlatego wyrzucenie ich nie zawsze jest prostą decyzją.

Czasem człowiek czuje, jakby razem z przedmiotem pozbywał się wspomnienia, relacji albo części samego siebie.

To właśnie dlatego gromadzenie rzeczy nie powinno być od razu oceniane powierzchownie.

Nie zawsze chodzi o lenistwo.

Nie zawsze chodzi o brak dyscypliny.

Czasem chodzi o lęk, stratę, potrzebę bezpieczeństwa albo trudność w rozstaniu się z przeszłością.

Dla niektórych osób przedmioty pełnią rolę kotwicy.

Świat może się zmieniać, ludzie mogą odchodzić, plany mogą się rozsypywać, ale rzeczy zostają tam, gdzie je położono.

Dają poczucie ciągłości.

Przypominają, że coś było prawdziwe.

W życiu pełnym stresu i niepewności taka materialna stałość może działać uspokajająco.

Człowiek otacza się przedmiotami, ponieważ dzięki nim czuje, że ma nad czymś kontrolę.

Może nie kontroluje relacji, zdrowia, pracy czy przyszłości, ale kontroluje to, że dana rzecz nadal znajduje się w jego szafie.

Z zewnątrz może wyglądać to irracjonalnie.

Dla osoby gromadzącej rzeczy może być jednak sposobem radzenia sobie z napięciem.

Psychologowie zwracają uwagę, że potrzeba zatrzymywania przedmiotów często nasila się po trudnych życiowych zmianach.

Może pojawić się po przeprowadzce.

Po rozstaniu.

Po śmierci bliskiej osoby.

Po utracie pracy.

Po okresie choroby.

Po sytuacji, która odebrała komuś poczucie stabilności.

Wtedy rzeczy zaczynają mieć szczególne znaczenie.

Stają się dowodem, że coś jeszcze można zatrzymać.

Że nie wszystko znika.

Że przynajmniej część świata pozostaje na swoim miejscu.

Niektórzy ludzie przechowują rzeczy „na wszelki wypadek”.

To jedno z najczęstszych zdań wypowiadanych przy próbie porządkowania domu.

Ta torba jeszcze się przyda.

Ten kabel może kiedyś pasować.

Te pudełka szkoda wyrzucać.

Tę sukienkę może jeszcze założę.

Ten stary telefon warto zostawić, bo nigdy nic nie wiadomo.

Na pierwszy rzut oka brzmi to praktycznie.

W rzeczywistości często kryje się za tym lęk przed niedoborem.

Osoba boi się, że jeśli coś wyrzuci, później dokładnie tego będzie potrzebować.

Nawet jeśli przedmiot leży nieużywany od dziesięciu lat, rozstanie z nim może budzić niepokój.

Zachowanie go daje chwilową ulgę.

Problem polega na tym, że ta ulga jest krótkotrwała.

Przedmiot zostaje, ale przestrzeń stopniowo się kurczy.

Szafy robią się pełne.

Szuflady przestają się domykać.

Piwnica zamienia się w magazyn rzeczy, których nikt nie dotyka.

Dom zaczyna tracić funkcję odpoczynku, a staje się miejscem przechowywania lęku.

Kolejnym ważnym elementem jest trudność w podejmowaniu decyzji.

Sprzątanie nie polega tylko na układaniu rzeczy.

Polega przede wszystkim na wybieraniu.

Zostawić czy wyrzucić.

Potrzebne czy niepotrzebne.

Ważne czy przypadkowe.

Moje czy już nie moje.

Dla wielu osób każda taka decyzja jest małym stresem.

Jeśli przedmiot ma jakiekolwiek znaczenie emocjonalne, wybór staje się jeszcze trudniejszy.

Łatwiej odłożyć go z powrotem do szuflady niż zmierzyć się z dyskomfortem.

W ten sposób decyzja zostaje przesunięta na później.

A później często nie nadchodzi.

Warto też zauważyć, że gromadzenie rzeczy nie zawsze wygląda jak chaos znany z programów telewizyjnych.

Nie każdy dom osoby przywiązanej do przedmiotów jest zasypany po sufit.

Czasem mieszkanie wydaje się bardzo zadbane.

Blaty są czyste.

Podłogi odkurzone.

W salonie panuje porządek.

Ale za zamkniętymi drzwiami szaf zaczyna się inna historia.

Pudełka, torby, dokumenty, ubrania, pamiątki i przedmioty „na wszelki wypadek” zajmują coraz więcej miejsca.

Z zewnątrz wszystko wygląda normalnie.

Wewnątrz narasta napięcie, którego właściciel domu często bardzo się wstydzi.

Ten wstyd jest ważny.

Osoby gromadzące rzeczy nierzadko słyszą od innych, że są niezaradne, leniwe albo dziwne.

Takie oceny zwykle nie pomagają.

Mogą tylko zwiększać poczucie winy i sprawiać, że człowiek jeszcze bardziej zamyka się ze swoim problemem.

Tymczasem zrozumienie mechanizmu jest znacznie skuteczniejsze niż krytyka.

Jeśli ktoś gromadzi rzeczy, warto zapytać nie tylko „dlaczego tego nie wyrzucisz”, ale także „co czujesz, kiedy myślisz o wyrzuceniu tego”.

Odpowiedź często bywa bardzo odkrywcza.

Może pojawić się smutek.

Lęk.

Poczucie winy.

Strach przed stratą.

Obawa, że wyrzucenie prezentu będzie równoznaczne z odrzuceniem osoby, która go dała.

Przekonanie, że rzeczy po zmarłych bliskich trzeba zachować, bo inaczej zdradzi się ich pamięć.

Właśnie dlatego relacja z przedmiotami może być tak silna.

Psychologowie wskazują, że u części osób skłonność do gromadzenia może łączyć się z wysoką wrażliwością emocjonalną.

W modelu osobowości zwanym Wielką Piątką mówi się czasem o neurotyczności, czyli większej podatności na lęk, napięcie i zamartwianie się.

Osoby bardziej wrażliwe emocjonalnie mogą silniej przeżywać stratę, niepewność i konieczność podejmowania decyzji.

Przedmioty stają się wtedy sposobem regulowania emocji.

Zostawienie ich daje spokój.

Wyrzucenie może wywołać niepokój.

Nie oznacza to automatycznie choroby psychicznej.

To raczej opis pewnego sposobu radzenia sobie z emocjami.

U jednych osób jest subtelny i nie powoduje większych problemów.

U innych z czasem zaczyna wpływać na codzienne życie.

Różnica pojawia się wtedy, gdy rzeczy przestają służyć człowiekowi, a zaczynają nim rządzić.

Jeśli nie da się korzystać z pokoju, bo jest zastawiony.

Jeśli sprzątanie wywołuje panikę.

Jeśli domownicy kłócą się o każdy przedmiot.

Jeśli wstyd przed zaproszeniem kogokolwiek do domu staje się ogromny.

Jeśli gromadzenie utrudnia normalne funkcjonowanie, warto potraktować sprawę poważnie.

Nie oznacza to, że trzeba od razu wyrzucić połowę dobytku w jeden weekend.

Takie gwałtowne działania mogą przynieść odwrotny efekt.

Osoba może poczuć się zaatakowana, pozbawiona kontroli i jeszcze mocniej przywiązać się do rzeczy.

Znacznie lepiej działa stopniowe podejście.

Małe kroki są bezpieczniejsze dla psychiki.

Zamiast zaczynać od pamiątek po bliskich, można zacząć od rzeczy neutralnych.

Starych paragonów.

Przeterminowanych kosmetyków.

Zepsutych długopisów.

Opakowań, które niczemu już nie służą.

Ubrań zniszczonych tak bardzo, że nikt ich nie założy.

Każda mała decyzja buduje poczucie sprawczości.

Pokazuje, że wyrzucenie rzeczy nie musi oznaczać katastrofy.

Z czasem łatwiej przejść do trudniejszych kategorii.

Pomocne może być zadawanie sobie konkretnych pytań.

Czy używałem tej rzeczy w ostatnim roku.

Czy naprawdę jej potrzebuję.

Czy mam drugą podobną.

Czy zatrzymuję ją z radości, czy ze strachu.

Czy ten przedmiot wspiera moje życie, czy tylko zajmuje miejsce.

Czy wspomnienie naprawdę zniknie, jeśli rzecz przestanie być w domu.

Czasem warto zrobić zdjęcie przedmiotu, zamiast przechowywać go fizycznie.

To może pomóc przy rzeczach sentymentalnych, które mają znaczenie głównie jako wspomnienie.

Niektóre pamiątki oczywiście warto zostawić.

Nie chodzi o to, by dom stał się pusty i bezosobowy.

Chodzi o to, by przedmioty towarzyszyły życiu, a nie je przytłaczały.

Dom powinien być miejscem odpoczynku, a nie muzeum wszystkich dawnych wersji siebie.

Bardzo ważne jest też rozpoznanie momentów, w których potrzeba gromadzenia się nasila.

Niektórzy kupują i zatrzymują więcej rzeczy, gdy są zestresowani.

Inni po kłótni, samotnym wieczorze, złym dniu w pracy albo poczuciu odrzucenia.

Wtedy przedmioty działają jak chwilowe pocieszenie.

Można coś kupić, schować, zachować i poczuć, że ma się więcej kontroli.

Jeśli zauważysz taki schemat, to już duży krok.

Zamiast walczyć tylko z rzeczami, można zacząć zajmować się emocją, która za nimi stoi.

Może potrzebujesz odpoczynku.

Może rozmowy.

Może poczucia bezpieczeństwa.

Może wsparcia po stracie.

Może uporządkowania nie mieszkania, ale własnego życia.

Czasem warto skorzystać z pomocy psychologa, zwłaszcza jeśli gromadzenie wymknęło się spod kontroli.

To nie jest powód do wstydu.

Tak jak można potrzebować pomocy przy lęku, depresji czy traumie, tak można jej potrzebować przy trudnej relacji z przedmiotami.

Specjalista nie powinien oceniać, ale pomóc zrozumieć, co stoi za problemem.

Celem nie jest brutalne odebranie rzeczy.

Celem jest odzyskanie wolności wyboru.

Dobrze jest też pamiętać, że porządkowanie przestrzeni może stać się formą odzyskiwania spokoju.

Kiedy pozbywamy się tego, co naprawdę niepotrzebne, w domu pojawia się więcej miejsca.

Ale pojawia się też coś mniej widocznego.

Lżejszy oddech.

Mniej bodźców.

Mniej obowiązków.

Mniej rzeczy, które trzeba przesuwać, wycierać, pamiętać i przechowywać.

Przestrzeń zewnętrzna często wpływa na przestrzeń wewnętrzną.

Nie musi być idealnie minimalistyczna.

Musi być taka, by człowiek mógł w niej normalnie żyć.

Jeśli masz problem z wyrzucaniem rzeczy, nie zaczynaj od oskarżania siebie.

Zacznij od ciekawości.

Zapytaj, co te przedmioty dla Ciebie znaczą.

Czego się boisz, gdy myślisz o ich utracie.

Co próbujesz dzięki nim zatrzymać.

Jakie emocje pojawiają się podczas porządkowania.

Takie pytania prowadzą głębiej niż zwykłe „muszę posprzątać”.

Bo gromadzenie rzeczy rzadko jest tylko historią o bałaganie.

Częściej jest historią o bezpieczeństwie.

O pamięci.

O lęku przed stratą.

O potrzebie kontroli.

O trudności w podejmowaniu decyzji.

O tym, że rzeczy czasem zastępują nam poczucie stabilności, którego brakuje w środku.

Zrozumienie tego nie oznacza, że należy pozwolić, by przedmioty zajmowały całe życie.

Oznacza tylko, że do zmiany warto podejść łagodniej i mądrzej.

Nie przemocą wobec siebie.

Nie wstydem.

Nie porównywaniem się do idealnych mieszkań z internetu.

Tylko stopniowo, z szacunkiem dla własnych emocji.

Przedmioty mogą być piękną częścią życia.

Mogą przypominać o ważnych chwilach, pomagać w codzienności i tworzyć domową atmosferę.

Problem zaczyna się wtedy, gdy jest ich tak dużo, że przestają dawać radość, a zaczynają odbierać przestrzeń.

Wtedy warto powoli odzyskiwać kontrolę.

Nie nad każdym przedmiotem naraz.

Nad jedną szufladą.

Jedną półką.

Jednym pudełkiem.

Jedną decyzją.

Bo czasem największa zmiana zaczyna się od najmniejszego wyboru.

Od wyrzucenia czegoś, co od lat leżało „na wszelki wypadek”.

Od zostawienia tylko tych pamiątek, które naprawdę mają znaczenie.

Od uznania, że wspomnienia nie znikają razem z przedmiotami.

Od zobaczenia, że pustsza przestrzeń nie musi oznaczać straty.

Może oznaczać miejsce na coś nowego.

Ostatecznie gromadzenie rzeczy mówi mniej o rzeczach, a więcej o człowieku.

O jego historii, ranach, lękach i sposobach szukania bezpieczeństwa.

Dlatego zamiast wyśmiewać osoby, które mają problem z wyrzucaniem, warto spróbować je zrozumieć.

A jeśli sami należymy do takich osób, warto potraktować siebie z życzliwością.

Nie jesteśmy naszym bałaganem.

Nie jesteśmy liczbą pudełek w szafie.

Nie jesteśmy stertą rzeczy, z którymi trudno się rozstać.

Jesteśmy ludźmi, którzy czasem próbują zatrzymać spokój w jedyny sposób, jaki znają.

A kiedy to zrozumiemy, łatwiej nauczyć się innego sposobu.

Takiego, w którym przedmioty nadal mogą mieć znaczenie, ale nie muszą już trzymać nas w miejscu.