W polskim mieście zawyły syreny alarmowe! Ostrzegały przed „ATAKIEM Z POWIETRZA”

Mieszkańcy powiatu kłodzkiego przeżyli dziś prawdziwe chwile grozy, gdy dokładnie o 11:37 w całym regionie rozległ się przerywany, modulowany dźwięk syren alarmowych.

Trwał trzy minuty i zgodnie z krajowymi procedurami oznaczał jedno — zagrożenie z powietrza.

Wielu ludzi wybiegło z domów, inni nerwowo sprawdzali telefony w poszukiwaniu komunikatu Rządowego Centrum Bezpieczeństwa. Nikt jednak nie wiedział, co się dzieje.

W mediach społecznościowych natychmiast pojawiły się dziesiątki wpisów i nagrań, a mieszkańcy pytali, czy to kolejny atak rosyjskich dronów, o których w ostatnich tygodniach mówiło się tak wiele.

Nie było jednak żadnych oficjalnych ostrzeżeń. Ani RCB, ani wojsko, ani policja nie potwierdziły, by nad Polską znajdowało się jakiekolwiek zagrożenie.

Dopiero po kilku godzinach pojawiły się pierwsze wyjaśnienia, które… zaskoczyły wszystkich.

Okazało się, że alarm nie miał nic wspólnego z atakiem, zagrożeniem czy działaniem obrony cywilnej. Syreny uruchomiono przez pomyłkę.

Według wstępnych ustaleń system miał zostać wzbudzony przez straż pożarną, choć jak przyznał Grzegorz Sienkiewicz z kłodzkiego starostwa, wciąż trwało ustalanie, czy rzeczywiście to strażacy byli odpowiedzialni za uruchomienie alarmu.

„Zakładam, że jest to straż pożarna, ale musimy to do końca wyjaśnić” – powiedział w rozmowie z Radiem Wrocław Sienkiewicz, tłumacząc, że alarm został aktywowany po błędnym odczytaniu komunikatu dotyczącego testów radiowej sieci ostrzegania.

Jak dodał, wydział zarządzania kryzysowego otrzymał wiadomość o „konieczności aktywacji odbiorników”, co miało oznaczać jedynie przejście na nasłuch.

Niestety, ktoś zinterpretował to jako polecenie uruchomienia systemu alarmowego.

Sytuacja wywołała chaos i strach. Mieszkańcy Lądka-Zdroju, Kłodzka i okolic nie wiedzieli, co robić.

W niektórych miejscach ludzie schodzili do piwnic, inni wsiadali do samochodów i opuszczali miasto.

Dopiero po kilkunastu minutach lokalne władze zaczęły uspokajać — żadnego zagrożenia nie ma.

O 14:00 w kłodzkim starostwie zebrał się sztab kryzysowy.

Ustalono, że alarm był skutkiem błędu ludzkiego i nie stanowił elementu żadnych ćwiczeń. Jednocześnie służby przypomniały, że mimo pomyłki warto potraktować sytuację jako ważną lekcję.

Na profilu miasta Lądek-Zdrój w mediach społecznościowych pojawił się oficjalny komunikat:


„Dziś rozległ się modulowany, przerywany dźwięk syreny trwający 3 minuty – to sygnał ostrzegawczy o zagrożeniu z powietrza. Syrena została włączona OMYŁKOWO – tym razem nic się nie wydarzyło, jednak warto potraktować ten sygnał poważnie”.

Choć całe zdarzenie okazało się błędem, wielu mieszkańców przyznało, że nigdy wcześniej nie doświadczyło tak intensywnego strachu.

Przez długie minuty nikt nie wiedział, czy Polska nie znalazła się w stanie rzeczywistego zagrożenia.

Władze zapowiedziały, że system alarmowy zostanie dokładnie sprawdzony, a osoby odpowiedzialne za błędne uruchomienie zostaną przesłuchane.

Jednocześnie zapewniono, że podobna sytuacja nie powinna się już powtórzyć.

Dla mieszkańców powiatu kłodzkiego to poranek, którego długo nie zapomną — trzy minuty dźwięku syren wystarczyły, by przypomnieć, jak niewiele trzeba, by w ludziach obudzić lęk o własne bezpieczeństwo.