Wizyta Karola Nawrockiego w USA niedługo się rozpocznie, a tu taki cios…

z ostatniej

Tuż przed wylotem Karola Nawrockiego do Waszyngtonu pojawiły się informacje, które mogą być dla Pałacu Prezydenckiego bardzo kłopotliwe.

Chodzi o opinię Komisji Weneckiej dotyczącą prezydenckiego projektu ustawy o sądach.

Pełny dokument nie został jeszcze opublikowany, ale pierwsze relacje uczestników obrad wskazują, że ocena ekspertów Rady Europy jest wyjątkowo krytyczna.

Sprawa uderza w jeden z najważniejszych projektów, które Karol Nawrocki przedstawił kilka miesięcy wcześniej.

Dla prezydenta to trudny moment, bo krytyka pojawia się dokładnie wtedy, gdy przygotowuje się do wizyty w Stanach Zjednoczonych.

Karol Nawrocki udaje się do Waszyngtonu, gdzie ma wziąć udział w obchodach 250. rocznicy powstania Stanów Zjednoczonych.

Głównym punktem podróży jest zaproszenie od Donalda Trumpa.

Prezydent Polski ma uczestniczyć w gali UFC Freedom 250, organizowanej na trawniku Białego Domu.

Wydarzenie ma mieć wyjątkowo symboliczny charakter.

Zbiega się bowiem z 80. urodzinami amerykańskiego przywódcy.

Wizyta w USA miała być dla Nawrockiego okazją do pokazania bliskich relacji z administracją Donalda Trumpa.

Tymczasem tuż przed wyjazdem pojawił się poważny problem związany z reformą sądownictwa.

Sprawa projektu ustawy zaczęła się w lutym.

Wtedy Karol Nawrocki zawetował nowelizację ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa przygotowaną przez parlament.

Jednocześnie prezydent zaproponował własne rozwiązanie.

Był to projekt ustawy o przywróceniu prawa do sądu oraz rozpoznania sprawy bez nieuzasadnionej zwłoki.

Dokument liczył 26 artykułów.

Jego uzasadnienie zajmowało 40 stron.

Już na etapie prac parlamentarnych projekt wzbudzał poważne kontrowersje.

Marszałek Sejmu Włodzimierz Czarzasty zdecydował, że dokument powinien zostać skierowany do Komisji Weneckiej.

To organ doradczy Rady Europy, który ocenia zgodność rozwiązań prawnych ze standardami demokratycznego państwa prawa.

Decyzja marszałka była związana z opiniami sejmowych prawników.

Według wstępnych analiz projekt prezydenta mógł naruszać niezawisłość sędziowską.

Pojawiały się także zastrzeżenia dotyczące zasady trójpodziału władzy.

Szczególne emocje budził jeden z zapisów projektu.

Chodziło o możliwość wymierzenia sędziom kar pozbawienia wolności nawet do 10 lat.

Taka sankcja miałaby dotyczyć odmowy zasiadania we wskazanym składzie sędziowskim.

Czarzasty oceniał, że projekt wymaga bardzo daleko idących zmian legislacyjnych.

Ostatecznie dokument trafił do oceny ekspertów Komisji Weneckiej.

Ich stanowisko miało pomóc w odpowiedzi na pytanie, czy prezydenckie propozycje mieszczą się w europejskich standardach praworządności.

Podczas sesji plenarnej Komisji Weneckiej 13 czerwca przyjęto opinię przygotowaną wspólnie z Dyrekcją Generalną ds. Praw Człowieka i Praworządności Rady Europy.

Pełna treść dokumentu ma zostać opublikowana później.

Już teraz jednak wiadomo, że jego wydźwięk jest dla prezydenckiego projektu bardzo niekorzystny.

Obecny w Wenecji poseł Paweł Śliz z Polski 2050 przekazał Polskiej Agencji Prasowej, że opinia jest mocno druzgocąca.

Według niego eksperci krytycznie ocenili między innymi przepisy dotyczące odpowiedzialności sędziów za działalność orzeczniczą.

Zastrzeżenia miały dotyczyć także ograniczeń związanych z działalnością sędziów w stowarzyszeniach.

Śliz relacjonował, że podczas obrad bardzo mocno wybrzmiało przekonanie, iż dalsze prace nad ustawą nie powinny być prowadzone.

Ocenił, że według Komisji jest to bardzo zła ustawa.

Dodał również, że obecny na posiedzeniu przedstawiciel Kancelarii Prezydenta nie zdołał przekonać sprawozdawców Komisji Weneckiej do odmiennego stanowiska.

Podobnie sprawę ocenił wiceminister sprawiedliwości Dariusz Mazur.

On także uczestniczył w obradach jako przedstawiciel resortu sprawiedliwości.

Po posiedzeniu napisał w mediach społecznościowych, że projekt jest fundamentalnie niezgodny ze standardami praw człowieka.

Według Mazura Komisja miała wprost stwierdzić, że prace legislacyjne nad tym dokumentem nie powinny być kontynuowane.

Wiceminister przekonywał również, że w wielu aspektach projekt jest bardziej szkodliwy dla niezależności sądownictwa niż tak zwana ustawa kagańcowa.

Dodał, że tworzenie takiego prawa trudno pogodzić z pozostawaniem w kręgu państw demokratycznych.

Największe kontrowersje wzbudziły przepisy dotyczące możliwości kwestionowania statusu sędziów.

Projekt zakładał przywrócenie zakazu podważania przez sędziów obowiązywania przepisów dotyczących ustroju sądów.

Zakaz miał obejmować również kwestionowanie procedur powoływania sędziów oraz mianowania asesorów.

Proponowane przepisy odnosiły się także do organów konstytucyjnych.

Chodziło między innymi o Trybunał Konstytucyjny i Krajową Radę Sądownictwa.

Sędziowie nie mogliby podważać ich istnienia ani kompetencji.

W projekcie zapisano także, że żaden sąd ani organ władzy publicznej nie mógłby oceniać legalności powołania sędziego lub asesora sądowego.

Nie można byłoby również podważać ich prawa do wykonywania obowiązków.

Zakazane miało być kwestionowanie orzeczeń wydanych z udziałem takich osób tylko dlatego, że pojawiają się wątpliwości dotyczące sposobu ich powołania.

Dodatkowo projekt przewidywał sankcję nieważności wobec orzeczeń i aktów opartych na podważaniu statusu sędziego lub asesora.

Zwolennicy takich rozwiązań mogliby argumentować, że chodziło o uporządkowanie chaosu w wymiarze sprawiedliwości.

Krytycy widzieli w tym jednak próbę zamknięcia drogi do badania legalności powołań i funkcjonowania najważniejszych instytucji.

To właśnie ta część projektu miała szczególnie niepokoić ekspertów zajmujących się standardami państwa prawa.

Kontrowersje dotyczyły również obowiązków informacyjnych sędziów.

Zgodnie z projektem, na wniosek strony postępowania sędzia miałby ujawniać informacje o swojej działalności w stowarzyszeniach, fundacjach i innych organizacjach.

W odniesieniu do przeszłości miałby także informować o przynależności do partii politycznych.

Autorzy projektu przekonywali, że takie rozwiązania zwiększyłyby przejrzystość.

Ich zdaniem obywatele mieliby dzięki temu większe zaufanie do wymiaru sprawiedliwości.

Przeciwnicy projektu wskazywali jednak, że tego rodzaju przepisy mogą prowadzić do nacisku na sędziów.

Obawiali się, że obowiązki informacyjne mogłyby być wykorzystywane do podważania niezależności osób orzekających.

W tle całej sprawy znajduje się szerszy konflikt o kształt polskiego sądownictwa.

Od lat jednym z najważniejszych problemów pozostaje status sędziów powołanych przy udziale obecnej Krajowej Rady Sądownictwa.

Kolejne rządy, prezydenci, sądy i instytucje międzynarodowe różnie oceniają skutki tych powołań.

Projekt Karola Nawrockiego miał być odpowiedzią na ten spór.

Według krytyków mógł jednak pogłębić problemy zamiast je rozwiązać.

Opinia Komisji Weneckiej może więc mieć duże znaczenie polityczne.

Choć nie jest prawnie wiążąca, bywa ważnym punktem odniesienia w debacie europejskiej.

Może także wpłynąć na dalsze prace w Sejmie.

Jeżeli pełny dokument potwierdzi pierwsze relacje, prezydencki projekt znajdzie się pod bardzo silną presją.

Dla Karola Nawrockiego to wyjątkowo niekorzystny zbieg okoliczności.

W momencie, gdy leci do Waszyngtonu na ważne wydarzenia polityczne i symboliczne, w Europie pojawia się krytyczna ocena jednego z jego najważniejszych pomysłów ustrojowych.

Pałac Prezydencki będzie musiał zdecydować, jak odpowiedzieć na zarzuty Komisji Weneckiej.

Rząd i większość sejmowa mogą natomiast wykorzystać opinię jako argument przeciwko dalszemu procedowaniu ustawy.

Spór o sądy po raz kolejny staje się więc jednym z głównych tematów polskiej polityki.

Tym razem uderza bezpośrednio w prezydencki projekt, który miał być alternatywą dla rozwiązań proponowanych przez parlament.

Najbliższe dni pokażą, czy Karol Nawrocki będzie bronił swojego projektu w dotychczasowym kształcie.

Możliwe jest też, że po publikacji pełnej opinii pojawi się presja na jego głębokie zmiany albo całkowite wycofanie z dalszych prac.

Na razie wiadomo jedno.

Komisja Wenecka przyjęła opinię, która według pierwszych relacji jest dla Pałacu Prezydenckiego bardzo niekorzystna.

A to oznacza, że polityczne turbulencje wokół ustawy o sądach dopiero się zaczynają.