Amerykański generał bije na alarm. Od razu wskazał na Polaków
W nocy z wtorku na środę doszło do kolejnego ataku Rosji na Ukrainę, podczas którego polska przestrzeń powietrzna była wielokrotnie naruszana przez drony.
W wyniku jednego z takich incydentów bezzałogowiec spadł na budynek mieszkalny we wsi Wyryki Wola, położonej niedaleko Włodawy w województwie lubelskim.
W internecie zaczęły krążyć poruszające fotografie przedstawiające skutki tego zdarzenia.
Zniszczeniu uległ dach domu, a także samochód stojący przed posesją.
Na miejscu interweniowały odpowiednie służby, w tym strażacy, którzy zabezpieczyli teren i wyznaczyli strefę bezpieczeństwa, a mieszkańcom polecono pozostanie w domach.
Służby odnalazły i zabezpieczyły szczątki kolejnego drona, który naruszył polską przestrzeń powietrzną podczas nocnego incydentu.
Maszyna spadła na teren lokalnej jednostki Wojsk Obrony Terytorialnej, przy czym nie odnotowano żadnych strat ani uszkodzeń.
Działania prowadzone na miejscu pozostają pod kontrolą Wydziału 8 do Spraw Wojskowych Prokuratury Okręgowej w Warszawie.
Tego dnia potwierdzono dwa kolejne punkty na Mazowszu, czyli Nowe Miasto nad Pilicą oraz gminę Korytnica w powiecie węgrowskim.
Łączna liczba lokalizacji w całym kraju zwiększyła się do co najmniej dwunastu, co po godzinie 17:30 ogłosiła rzeczniczka Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji.
Generał Ben Hodges, były dowódca wojsk lądowych USA w Europie, wyraził poważne obawy w związku z niedawnymi naruszeniami polskiej przestrzeni powietrznej.
Jego wypowiedzi wywołały niemały niepokój.
Według Hodgesa działania Rosji nie są przypadkowe, lecz stanowią celową prowokację, która pokazuje, że Zachód, w tym także Polska, wciąż nie jest odpowiednio przygotowany do zdecydowanej reakcji.
Wojskowy podkreślił, że wcześniejsze bagatelizowanie podobnych incydentów z udziałem rakiet i dronów utwierdziło Rosjan w przekonaniu, iż mogą testować cierpliwość i determinację sojuszników.
Jak ocenił, była to próba sondowania, wynikająca z braku wcześniejszej odpowiedzi.
Zdaniem generała Polska działa z opóźnieniem w kwestii ćwiczeń wojskowych, zwłaszcza tych, które mają na celu integrację systemów obrony powietrznej.
Podkreślił, że niezbędne są natychmiastowe manewry symulujące masowe ataki i sprawdzające zdolności obronne.
Hodges skrytykował też obecne metody reagowania, wskazując, że wysyłanie myśliwców do przechwytywania dronów na granicy przestrzeni powietrznej nie jest skutecznym rozwiązaniem.
Zwrócił uwagę, że Polska i inne państwa NATO powinny rozwijać naziemne systemy obrony przeciwdronowej, podobne do tych, które wykorzystuje Ukraina, ponieważ są one bardziej efektywne i lepiej odpowiadają aktualnym zagrożeniom.
Jak zaznaczył wojskowy, Ukraińcy nie używają myśliwców do zwalczania dronów, a Polska nadal nie jest gotowa na skuteczną obronę przed rosyjskimi bezzałogowcami i rakietami naruszającymi przestrzeń powietrzną.
Jego zdaniem potrzebne są naziemne systemy obronne, które już teraz sprawdzają się w działaniach Ukrainy.
Były dowódca odniósł się również do zapowiedzi sekretarza generalnego NATO, który zapewniał o obronie każdego fragmentu terytorium Sojuszu. Hodges wyraził jednak wątpliwości, zauważając, że bez realnych i stanowczych działań odstraszających Rosja może w dalszym ciągu lekceważyć tego rodzaju deklaracje.