Złe wieści dla Karola Nawrockiego. Takiego ciosu się nie spodziewał

Prace nad ustawą budżetową na 2026 rok trwają od tygodni, a atmosfera wokół nich robi się coraz bardziej napięta.

Każda z kluczowych instytucji państwa przedstawiła już swoje potrzeby finansowe, a urzędnicy liczyli, że po burzliwej kampanii uda się wejść w nowy rok z klarownymi zasadami.

Szybko okazało się jednak, że projekt budżetu stał się kolejnym polem starcia między Pałacem Prezydenckim a rządem Donalda Tuska.

Relacje Karola Nawrockiego z koalicją rządzącą od pierwszych dni jego urzędowania nie należą do łatwych, a polityczne tarcia zaczęły być widoczne praktycznie natychmiast.

Wielu obserwatorów spodziewało się, że prezydent będzie próbował łagodzić kurs i budować protokolarną współpracę, jednak rzeczywistość pokazała coś zupełnie przeciwnego.

Właśnie w tej atmosferze zaczęto mówić o poprawkach, które radykalnie zmieniają kształt przyszłorocznego budżetu.

Dopiero po kilku dniach analiz wyszło na jaw, że największym problemem dla prezydenta stała się poprawka numer 9, która przewiduje cięcia uderzające bezpośrednio w jego kancelarię.

To właśnie ta poprawka może obniżyć środki dla urzędu głowy państwa, dla Kancelarii Sejmu, Kancelarii Senatu, NIK-u czy IPN-u, co natychmiast wywołało falę komentarzy o „ograniczaniu prezydenckich możliwości” i „karaniu instytucji poza kontrolą rządu”.

Nie brakuje głosów mówiących o politycznej zemście, tym bardziej że Karol Nawrocki po objęciu urzędu zatrudnił wielu nowych doradców i ministrów, co zwiększyło wydatki kancelarii.

To stało się wygodnym argumentem dla rządzących, którzy zaczęli mówić o konieczności oszczędzania w czasach wysokiego deficytu i rosnących obciążeń dla państwa.

Równocześnie w pierwotnym projekcie budżetu prezydencka kancelaria wnioskowała o znaczny wzrost środków, tłumacząc go planami aktywności międzynarodowej i utrzymaniem historycznych rezydencji.

W projekcie uwzględniono 325 milionów złotych, co oznaczałoby wzrost wydatków o blisko 9 procent.

Posłowie koalicji rządzącej uznali jednak, że te plany są zbyt rozbudowane, a część z nich wręcz nierealistyczna.

Zaproponowane cięcia okazały się bardzo głębokie i objęły liczne instytucje, które w ocenie rządu muszą „solidarnie ponosić ciężar kryzysu”.

Według publicznie omawianych danych Kancelaria Prezydenta ma otrzymać 12,75 miliona złotych mniej, Sejm – 16,6 miliona mniej, Senat – ponad 28 milionów mniej, a Sąd Najwyższy – około 30 milionów mniej.

Największe cięcia dotyczą jednak Najwyższej Izby Kontroli, która straci aż 89,7 miliona, oraz Instytutu Pamięci Narodowej, pozbawionego ponad 82,5 miliona złotych.

Opozycja reaguje na te decyzje wyjątkowo ostro, twierdząc, że poprawka została przygotowana „pod konkretny cel polityczny”, a nie w odpowiedzi na realne potrzeby finansowe państwa.

Poseł Henryk Kowalczyk mówił wręcz o „ograbianiu instytucji znajdujących się poza wpływem koalicji” i kwestionował źródła finansowania przewidziane w poprawce.

Najgłośniejsze kontrowersje wzbudził jednak plan zmniejszenia budżetu Państwowej Inspekcji Pracy o 105 milionów złotych, mimo że PIP otrzyma nowe uprawnienia dotyczące przekształcania umów cywilnoprawnych w etaty.

Krytycy podkreślają, że tak radykalne cięcia mogą sparaliżować możliwości inspekcji i doprowadzić do niewydolności systemu.

Rząd broni się, argumentując, że przesunięte środki muszą trafić do obszarów kluczowych dla bezpieczeństwa państwa.

Najwięcej pieniędzy, bo aż 165,2 miliona złotych, otrzyma Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego, a kolejne 55 milionów zasili Agencję Wywiadu.

W komunikatach rządowych pojawiają się zapewnienia, że trudna sytuacja międzynarodowa wymaga priorytetowego wzmacniania służb, które odpowiadają za bezpieczeństwo kraju.

Rząd przewiduje też dodatkowe wsparcie dla szkolnictwa wyższego, choć szczegóły nie zostały dokładnie opisane.

Projekt budżetu na 2026 rok zakłada wydatki na poziomie ponad 918 miliardów złotych i dochody rzędu 647 miliardów, co oznacza deficyt w wysokości 271,7 miliarda złotych.

Opozycja ostrzega jednak, że choć oficjalnie mówi się o konsolidacji finansów publicznych, to sposób rozłożenia środków może doprowadzić do dalszych napięć i pogłębiania konfliktu między prezydentem a rządem.