Hołownia nie wytrzymał i uderzył w Tuska. Kompletnie się nie hamował
Zmiana na stanowisku wiceministra zdrowia stała się początkiem nieoczekiwanego konfliktu w najwyższych kręgach politycznych.
Premier Donald Tusk zapewnia, że decyzja wynika z chęci wzmocnienia resortu poprzez powierzenie kluczowych funkcji specjalistom, podczas gdy Szymon Hołownia otwarcie stwierdza, że oznacza to „osłabienie rządu”.
Wiele osób zastanawia się, dlaczego marszałek Sejmu zareagował tak gwałtownie i w tak krytyczny sposób.
Donald Tusk postanowił odwołać trzech wiceministrów zdrowia – Urszulę Demkow reprezentującą Polskę 2050, Wojciecha Koniecznego z Lewicy oraz Marka Kosa z PSL.
Na ich miejsce powołano Katarzynę Kęcką oraz Tomasza Maciejewskiego, a premier zaznaczył, że jest to część szerszej zmiany mającej na celu odpolitycznienie i danie większej swobody kierownictwu resortu.
Podkreślał, że na tych stanowiskach powinny zasiadać osoby posiadające wiedzę i doświadczenie, a nie działacze partyjni.
Choć zmiany oficjalnie uzasadniono względami merytorycznymi, od razu wzbudziły one liczne komentarze i dyskusje.
Tusk zaznaczył, że cała odpowiedzialność za resort spoczywa teraz na nim, a nowa minister zdrowia Jolanta Sobierańska–Grenda może liczyć na pełne wsparcie przy wyborze współpracowników.
W tym samym czasie w koalicji rządzącej pojawiły się pierwsze oznaki napięcia, które wyraził głośno marszałek Sejmu.
Szymon Hołownia nie krył żalu z powodu dymisji Urszuli Demkow, wskazując, że była ona lekarzem z pięcioma specjalizacjami i uznanym autorytetem w środowisku medycznym.
Według niego decyzja premiera osłabiła merytoryczną stronę rządu i trudne będzie zastąpienie takiego eksperta.
Podkreślał, że to wybór szefa rządu i on ma prawo do takich działań, ale jednocześnie nie ukrywał swojego rozczarowania.
Zaznaczył, że liczy, iż nowy model pracy zaproponowany przez premiera rzeczywiście przyniesie oczekiwane efekty.
Hołownia rozdzielił jednak dwie kwestie – rolę swojej partii w koalicji i kompetencje osób odwołanych z resortu zdrowia.
Zapewnił, że znaczenie Polski 2050 pozostaje niezmienione, choć strata Demkow to problem nie tylko dla jego formacji, ale dla całego gabinetu.
Zwrócił także uwagę, że nawet bezpartyjni ministrowie muszą liczyć się z politycznym aspektem swojej pracy, ponieważ to oni odpowiadają za przekonywanie posłów w Sejmie do proponowanych rozwiązań.
Na tle tych zmian personalnych odżyły również spekulacje na temat samego Hołowni.
Zapytany, czy mógłby sam wejść do rządu, odpowiedział stanowczo, że nie zamierza tego robić.
Przypomniał, że wielokrotnie mówił o swojej decyzji i nie planuje jej zmieniać, ponieważ do 13 listopada pełni funkcję marszałka Sejmu i na tym chce się skupić.
Podkreślił również, że jego warunkiem od początku było wejście do rządu wszystkich liderów koalicji, a nie tylko części z nich.
Zgodnie z ustaleniami koalicyjnymi w listopadzie na stanowisku marszałka zastąpi go Włodzimierz Czarzasty, lider Lewicy.
Już teraz widać, że rozbieżności w podejściu do kształtu rządu prowadzą do różnic zdań między Tuskiem a Hołownią.
Premier przekonuje o konieczności postawienia na eksperckie kierownictwo, a marszałek ostrzega przed osłabieniem kompetencji w newralgicznych obszarach.
To, który z modeli okaże się skuteczniejszy, pokażą dopiero kolejne miesiące praktyki rządzenia.