Po ataku dronów na Polskę w Białorusi zapadła kluczowa decyzja

W nocy z wtorku na środę, czyli z 9 na 10 września, odnotowano poważne naruszenie polskiej przestrzeni powietrznej, gdyż aż 19 dronów przedostało się nad nasze terytorium, a część z nich miała nadlecieć bezpośrednio z obszaru Białorusi.

Władze w Mińsku wyjaśniały, że powodem miały być zakłócenia systemów nawigacyjnych maszyn, lecz już dzień później ze strony wschodnich sąsiadów pojawiły się kolejne zaskakujące wieści.

Podczas wspomnianej nocy doszło do serii wtargnięć rosyjskich bezzałogowców, a premier Donald Tusk ogłosił, że zanotowano łącznie 19 przypadków naruszeń, z których część miała swoje źródło po stronie Białorusi.

Wtedy też po raz pierwszy w historii terytorium państwa należącego do NATO stało się miejscem zestrzelenia rosyjskich dronów bojowych.

Systemy obronne Polski oraz sojuszników monitorowały liczne obiekty w powietrzu, a te, które zostały uznane za zagrożenie, zostały zniszczone.

Wojsko wraz ze służbami prowadzi intensywne poszukiwania pozostałości po maszynach, a Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji podało, że do tej pory zabezpieczono 16 fragmentów.

Wieczorem szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, generał Wiesław Kukuła, ujawnił, że Białoruś przekazała Polsce ostrzeżenie o zbliżających się rosyjskich bezzałogowcach.

Podkreślił, że informacje te były na bieżąco wymieniane między sąsiadami, a ich wymiana pomogła w odpowiednim reagowaniu na zagrożenie.

Było to o tyle niezwykłe, że dzieje się w czasie narastających napięć na granicy lądowej, a mimo to współpraca okazała się realnym wsparciem.

Generał zaznaczył, że reakcja Polski koncentrowała się na analizie i śledzeniu obiektów oraz na międzynarodowej wymianie danych.

Zaledwie dzień później, w czwartek 11 września, media przekazały, że po rozmowach z amerykańską delegacją władze w Mińsku zdecydowały się wypuścić 52 więźniów różnych narodowości, w tym obywateli Polski.

Informację tę potwierdziło polskie Ministerstwo Spraw Zagranicznych, a prezydent Litwy Gitanas Nauseda dodał, że wśród zwolnionych znaleźli się także obywatele Wielkiej Brytanii, Niemiec, Francji, Łotwy i Litwy.

Sam Aleksandr Łukaszenka jeszcze niedawno mówił, że po wypowiedziach Donalda Trumpa zrozumiał, iż temat więźniów, których określano mianem zakładników politycznych, staje się coraz bardziej drażliwy.

Podkreślał przy tym, że władze białoruskie nie akceptują, aby osoby te trafiały do kolonii karnych, a ponadto nie były one skazywane za działalność polityczną, gdyż białoruskie prawo nie przewiduje takich przepisów.

Łukaszenka sugerował, że jeśli Donald Tusk chciałby poznać szczegóły czynów popełnionych przez uwolnione osoby, to Mińsk jest gotowy je przedstawić, a jeżeli polski premier nalega na ich przyjęcie, to można rozważyć szersze porozumienie.

Prezydent Litwy Gitanas Nauseda poinformował, że wszyscy uwolnieni więźniowie bezpiecznie przekroczyli granicę litewską, opuszczając warunki, w których panował strach, zakratowane okna i drut kolczasty, a wśród nich było sześciu obywateli jego kraju.

Nauseda wyraził ogromną wdzięczność wobec Stanów Zjednoczonych i samego Donalda Trumpa za ich działania na rzecz uwolnienia więźniów, podkreślając, że 52 osoby to liczba znacząca, ale wciąż ponad tysiąc więźniów politycznych pozostaje w białoruskich zakładach karnych i nie można zaprzestać wysiłków, dopóki nie odzyskają wolności.